Jak się przywoziło wówczas z Zachodu 2 kg bananów, to kilogram był dla dzieci, a kilogram chowało się dla siebie. On nie był do zjedzenia. On był do postraszenia. Miał tylko wystawać z kieszeni - precyzuje Szurkowski. - Bo wielki sport polega na tym, że się wierzy w swoje możliwości. Na trudnym wyścigu różne myśli do głowy przychodzą: jeszcze tylko do drzewa, do zakrętu i tak całą godzinę się wytrzymuje. A ci bardziej doświadczeni mogą więcej. Im jest tak samo ciężko, lecz oni wierzą, że to "ciężko" przechodzi, a za chwilę będzie nagroda. Młody nie zawsze potrafi pokonać tę barierę. Mnie Andrzej Bławdzin uczył: "Atakuj wtedy, kiedy tobie jest najciężej. Bo innym też jest wtedy ciężko i modlą się tylko o koniec"- zdradza po latach mistrz.
Ryszard Szurkowski
Urodził się 12 stycznia 1946 r. w Świebodowie koło Milicza. Absolwent wrocławskiej AWF. Kluby: LZS Milicz (debiut 1966), Radomiak, Dolmel Wr. (1968-1978), FSO W-wa (1979) i Polonez W-wa (1979-1982). 3-krotny mistrz świata (Barcelona 73 - ind., Granollers 73 - druż. i Mettet 1975 - druż.), srebro MŚ (Montreal 74 - ind.); drużynowy wicemistrz olimpijski z Monachium (72) i Montrealu (76), indywidualnie odpowiednio 31. i 12.; 4-krotny zwycięzca WP. Syn Robert (ur. 1970) zginął podczas ataku na WTC, drugi syn Wiktor ma 15 lat.