CASANOVA Z MOKRZESZOWA
Dodane przez redakcja dnia 11 kwietnia 2012 16:25
-

Na sam jego widok dziewczynom się nogi uginały, stąd koledzy mówili o nim "Casanova z Mokrzeszowa". - No przecież ja całe życie tylko dupy widziałem. W peletonie. Wszyscy pochyleni, wszędzie tylko te ich rozbudowane męskie tyłki - dworuje sobie dziś. Gdy brał Basię za żonę - przypominamy, młodszą o ćwierć wieku - kolega go pytał, co będzie za lat pięć. - Odpowiedziałem wtedy: nic, wymienię staruchę - wybucha śmiechem -


ZNAKOMITY TEKST WOJCIECHA KOERBERA O JÓZEFIE BEKERZE W GAZECIE WROCŁAWSKIEJ
Rozszerzona zawarto newsa

Wybieramy się do maleńkiego Bagieńca. Pod kino Helios podjeżdża dusza człowiek, Jan Brzeźny. Pakuję mu się na przednie prawe koło. Tzn. wsiadam do auta. Niemal natychmiast odzywa się komórka pana Janka. Zgadnijcie, w jaki sposób. Oczywiście, legendarnym sygnałem anonsującym przed laty transmisje z Wyścigu Pokoju. Taak, wszystko staje się jasne.

Ponoć zawsze miał nosa i szczęście, gdy chodzi o unikanie kraks. - Tak było. Gdy tylko odjeżdżałem, zaraz z tyłu robiła się kupa - zapewnia. W maju 1963 roku wygrał etap Wyścigu Pokoju w Zielonej Górze. W generalce najwyżej był 11. - Bo zawsze trzeba było na lidera jechać. Na Stasia Gazdę, Bogusia Fornalczyka - wymienia Casanova z Mokrzeszowa. - 1961 rok, Olsztyn, Wyścig Pokoju. Nie mogłem ze stołówki wyjść, bo czekał szpaler kobiet. Albo Gdynia. Ciągle mnie ktoś zatrzymywał, skończyłem wyścig z naręczem kwiatów. Myślałem, że wszyscy je dostali, ale patrzę później, że tylko ja - śmieje się. - Przepraszam, ale po tym wypadku wpadam w takie skrajne stany.


TU CAŁY ARTYKUŁ