Diversey Team na belgijskich klasykach
Dodane przez redakcja dnia 11 maja 2016 16:46
Ronde van Haspengouw taką nazwę nosi belgijska etapówka, ktorą w pierwszych dniach maja pokonali zawodnicy Diversey Team w składzie: Tomasz Ostojicz, Marek Bonecki Michał Józkowicz, Grzegorz Bednarczyk, Arek Posmyk i w charakterze kierownika ekipy Grzegorz Rogoziński..
Wyścig składał się z czterech etapów. Pierwszy to blisko 110- cio km odcinek ze startu wspólnego. Drugi etap to drużynowa jazda na czas, rozgrywana na dystansie 14,5 km. Trzeci etap rozegrany tego samego dnia co czasówka to krótki, niespełna 70- cio km odcinek ze startu wspólnego. Na koniec organizatorzy zaserwowali zawodnikom ok. 80 km. Wszystkie etapy rozgrywane były w specyficznych warunkach. Belgia przywitała nas piękną słoneczną pogodą i temperaturami sięgającymi nawet 28 st. C. - Drogi, po których przyszło nam się ścigać to w głównej mierze pokryte betonowymi płytami wiejskie dukty - wspominają zawodnicy To tak jakby jeździć na rowerze po długich schodach. Do tego wszystkie etapy rozgrywane na pofałdowanych rundach z niezliczoną ilością zakrętów, zwężeń i progów zwalniających. Na starcie prawie 180 zawodników z Belgii, Holandii, Wlk. Brytanii, Włoch, Francji, Niemiec, a nawet egzotycznej Erytrei. Wśród nich my- Diversey Team. Wyścig rozgrywany był w formule open, ale trzon obsady stanowili raczej młodzi zawodnicy bez zawodowych kontraktów. Przyzwyczajeni do chłodnej, polskiej wiosny i gładkich krajowych asfaltów zostaliśmy wystawieni na poważną próbę.
Na pewno nie mogliśmy narzekać na opiekę ze strony organizatora. Nasz belgijski opiekun Filip dbał, by niczego nam nie zabrakło, włącznie z dopingiem na trasie. Pierwszego dnia dopadł nas pech. w kraksie leżeli Michał Józkowicz i Arek Posmyk ale..
Rozszerzona zawartość newsa
Arek szybko się pozbierał i zdążył dojechać do peletonu. Michał miał mniej szczęścia- defekt roweru spowodował, że jazda na wysokim poziomie w zasadzie nie była możliwa. Kłopoty miał też Tomek, któremu po kraksie nie udało się dogonić rozpędzonego peletonu. Najlepiej tego dnia wypadł Marek Bonecki, a tuż za nim w peletonie przyjechali Grzegorz Bednarczyk i Arek Posmyk. Dodam tylko, że średnia prędkość z tego etapu wyniosła prawie 43/km/h.
Czasówkę pojechaliśmy zupełnie dobrze. Co prawda zajęliśmy 27 miejsce, ale do zwycięzców straciliśmy ok. 1:20 min.
Najbardziej obawialiśmy się 3-go etapu, a nasze obawy nie były bezpodstawne. Wysoka temperatura, krótka i bardzo kręta runda, a do tego podjazd, który trzeba było zaliczyć 14 razy czyniły ten odcinek bardzo wymagającym. Do tego wszystkiego narastające zmęczenie i ciągle bardzo liczny peleton. W tych warunkach najlepiej spisał się Grzegorz Bednarczyk, który etap ukończył w grupie zasadniczej. Pozostała część ekipy poniosła kilkuminutowe straty. Ostatniego dnia Grzegorz Bednarczyk zamienił się miejscami z Markiem Boneckim, któremu udało się przetrwać trudy etapu i dojechać do mety w peletonie. Pozostali na swoim poziomie.
W generalce najlepiej wypadł Grzegorz Bednarczyk- 67. Marek 70-ty, Arek 85-ty, Michał 95-ty. Szału nie ma, ale wstydu też nie było.
Ronde van Haspengouw to cenne doświadczenie, to nowe kontakty, to wyścig w jakże innych od krajowych warunkach.

Więcej zdjęć i filmów na :Link